Bukareszt - miasto o wielu twarzach

Dodano: 2014-12-15 17:02:00

„Bukareszt jest jak wrzątek albo kipiel, wzburzony i zmętniały. Atrybuty miasta: czarne kłęby przewodów na słupach jak gniazda porzucone przez ptaki, atmosfera rozkopania i prowizorki obok bankietów w sklepowych witrynach, przeszywający zapach lip i rozgniecionych winogron. Elegancja architektury z zamierzchłego świata. Stukot rozchybotanych tramwajów, klaksony rozwścieczonych taksówek na sekundę przed stłuczką. Zaśpiew cygańskich dzieci i staruszek włóczących się w pobliżu niezliczonych kwiaciarni, które prowadzą matki tych dzieci i córki tych staruszek. Wszędzie psy jak czarne i szare tobołki porzucone przez kogoś, kto bardzo się spieszył.” 

"Zapytałam przyjaciół, co jest pięknego w Bukareszcie. Odpowiedzieli: Bukareszt jest jak ciastko kupowane w niedzielę, niby czekoladowe i słodkie, ale z gorzką polewą. Nie znajdzie się tu łatwego piękna. Bukareszt to realizm magiczny. Bezwstyd, histeria stylu, fasadowość. Przy Bukareszcie każde europejskie miasto wydaje się tak statyczne, że aż nudne. Dostałam też zdjęcie: nogi w czarnych rajtuzach i kolorowych skarpetkach, wetknięte do plastikowego kosza. Nurkujący manekin, który chce się utopić w śmieciach. I dopisek: „Trzeba na siłę wymyślać, co jest w Bukareszcie pięknego, a po wyjeździe i tak się umiera z tęsknoty”. 
Małgorzata Rejmer, "Bukareszt. Kurz i Krew"



Mijający rok był dla mnie wyjątkowo mobilny - przede wszystkim dzięki wyjątkowo wzmożonej pracy zawodowej i naukowej. Jedną z ciekawszych (choć w sposób absolutnie nieoczekiwany) podróży odbyłam na przełomie października i listopada. Biznesy zwabiły nas bowiem do kraju Drakuli. 
Wcześniejszy urlop na Bałkanach dał mi jako-takie pojęcie o tym, czego mogę oczekiwać po tych na wpół jeszcze dzikich rumuńskich ziemiach. Kraj dotknięty biedą, komunizmem i szaloną ręką dyktatora-wizjonera nie kusił jakoś wybitnie mocno swoimi walorami turystycznymi. No bo jakie skojarzenia macie z Rumunią? Tak szczerze, bez grania w polityczną poprawność? Brud, ubóstwo, miasta zaplątane z kable wysokiego napięcia i - sztandarowy rumuński stereotyp - żebrzące dzieci. 
W świadomości społecznej ciągle jeszcze funkcjonuje przecież (jakże błędny!) mechanizm skojarzenia:
Rumun->Rom->Cygan=wszelkie zło uliczne. I ja, co za wstyd, w pierwszej chwili dałam się złapać w tę pułapkę.

Posłuchacie mojej opowieści? Zapraszam Was w małą podróż po Bukareszcie. Mieście, które przechodzi wszelkie pojęcie.

Wylądowaliśmy w późnopaździernikowe popołudnie. Bukareszt przywitał nas topniejącym śniegiem i mgłą. Ejże, podobno klimat miał tu być cieplejszy niż w Polsce?!
Z lotniska ma nas odebrać kierowca wysłany przez firmę, na zaproszenie której tu trafiliśmy. Kiedy widzę mężczyznę trzymającego kartkę z naszym nazwiskiem - przyznaję ze wstydem - mam moment zawahania. Wielka jest siła stereotypu! Ale ciemni są tu wszyscy, a podejrzana jestem ja. Jasna i obca. 

Po tej chwili wstydliwego niepokoju wsiadamy, jedziemy. Pierwsze co widzę po wjeździe do miasto to TO. Dom Ludu, Parlament, wielki twór górujący nad aglomeracją. To największy budynek w Europie i drugi - zaraz po Pentagonie - na świecie. Kierowca zauważa nasze ożywienie. "Tak, tak, zostało nam TO po Ceaușescu. Nie mieliśmy dróg, autobusów, telefonów i ogrzewania - ale mieliśmy Dom Ludu". 
Jedziemy dalej, a w zasadzie stoimy. Korki (i popieprzony ruch uliczny ogólnie) są chyba typowym elementem stolicy.
Miasto jest srogie. To dobre słowo. Ciemne, zakurzone, obdrapane, groźne. Blokowiska, neony, folia aluminiowa w oknach i wszechobecne zwoje kabli. A w tym wszystkim przecudne wille, świątynie i parki. Mały Paryż, Paryż Wschodu.

Uderzający jest brak wieżowców. "Masakra! To miasto jest tak niskie, że nie wiadomo gdzie tu jest centrum. Tu w ogóle nic nie wiadomo!" mówi zbulwersowany Adam i trudno się z nim nie zgodzić.
Miasto-zagadka, miasto-absurd, pełne niespodzianek, bezpańskich psów, szczurów i karaluchów. Ale i cudnych knajpek, przesympatycznych ludzi i niezwykłego klimatu. Poniżej na przykład widok z naszego okna - w fantastycznym hotelu, w jednej z lepszych dzielnic. 
W ogóle hotele to temat-rzeka. Nasz dwupokojowy apartament (cztery gwiazdki) wyposażony był w wannę z hydromasażem, wielkie łóżko, klimatyzację, barek z alkoholem oraz karaluchy. Na recepcjonistkach nie zrobiły wielkiego wrażenia domyślam się zatem, że to stali goście przybytku. Przeglądając oferty innych hoteli łatwo zauważyć też najważniejsze "mocne strony", jakimi kuszą turystów: w cenę noclegu wliczone jest śniadanie, pościel, ręczniki i... paczka papierosów. 
Bo palą tu wszyscy. Młodzi, starzy, kobiety w ciąży. Na ulicy, w hotelu, w restauracjach. Poruszam się w kłębach dymu, jestem nim przesiąknięta na wylot. Bukareszt po prostu śmierdzi.  

IMG_5970
IMG_6332
obdrapane budynki i przecudne świątynie - ot, rumuńskie kontrastyIMG_5974
IMG_5975
perełki, uchowane z pogromu jaki rumuńskiej architekturze zgotował Ceaușescu
IMG_5982IMG_5997
i zdrowy łyk potężnej, socrealistycznej estetyki
IMG_5999IMG_6022IMG_6028
IMG_5991IMG_6029
IMG_6002
IMG_6010
i ON - widoczny niemal z każdego miejsca w stolicy Pałac Parlamentu, Palatul Parlamentului - spuścizna po Słońcu Karpat, Nicolae CeaușescuIMG_6043IMG_6032
IMG_6055IMG_6030IMG_6036IMG_6046IMG_6062IMG_6050
i znów obok siebie - rumuński luksus i rumuńska bieda, ramię w ramię, nierozłączneIMG_6073IMG_6078IMG_6098IMG_6084IMG_6173IMG_6175
IMG_6180
IMG_6187IMG_6192IMG_6194IMG_6193IMG_6198IMG_6208IMG_6201IMG_6204IMG_6216IMG_6229IMG_6210IMG_6227IMG_6219IMG_6232IMG_6250IMG_6246IMG_6252IMG_6242IMG_6267
Hanul lui ManucIMG_6268IMG_6270IMG_6269
IMG_6287IMG_6279IMG_6283IMG_6313IMG_6306IMG_6329IMG_6323IMG_7432IMG_7436IMG_7437IMG_7440IMG_7438IMG_7452IMG_7456
Zdarzają się tu takie perełki zdobnicze: 
IMG_7472
A także takie koszmarki: 
IMG_7473
IMG_7474
Wszystko to obok siebie, zaplątane w wąskich uliczkach zaniedbanego starego miasta. IMG_7470IMG_7482IMG_7498
Mănăstirea Stavropoleos
IMG_7493IMG_7487IMG_7499IMG_7496IMG_7524IMG_7505IMG_7506
IMG_7465
Piękna, bukaresztańska jesień
IMG_7464
IMG_7512IMG_7515IMG_7530 
Zaciekawił Was Bukareszt? Koniecznie sięgnijcie po książkę niezrównanej Małgorzaty Rejmer "Bukareszt. Kurz i krew". 

 

Komentarze

comments powered by Disqus

Blog

  • Coś nowego!

    Opowiem Wam historię. Będzie długa i bardzo osobista, ale naprawdę chcę byście ją poznali.  Otóż. Moja mama to niezwykła...

    Ostatnie komentarze