Kuchnia turecka - warsztaty Kurta Schellera

Dodano: 2013-10-17 00:00:00

Ostatnią sobotę znowu spędziłam w Akademii Efektywnej Przedsiębiorczości Makro. Pobudka o 7, jesienna pogoda, pochmurne niebo i jazda przez całą Warszawę - nie powiem, żeby jakoś szczególnie chciało mi się wychodzić spod kołdry. Mimo wszystko bez ociągania wygramoliłam się z domu. To musi być uzależnienie, bo jak inaczej uzasadnić chęć spędzania co drugiej soboty na siekaniu, doprawianiu, obieraniu i parzeniu się w palce? 

Tym razem warsztaty poświęcone były kuchni tureckiej. Na pierwszy ogień poszły krewetki tygrysie, które musieliśmy samodzielnie obrać. Są paskudne w wyglądzie i dotyku, ale warto się przełamać - świeże znacznie przewyższają smakiem te mrożone, sprzedawane już bez skorupek. 
Oczyszczone krewetkowe ogonki wystarczy zamarynować przez kilkanaście minut w oliwie z dodatkiem czosnku i ostrej papryczki, a następnie chwilkę podsmażyć. Podaliśmy je w sałatce, z dressingiem z cytrynowej oliwy i pomidorów, z dodatkiem pomidora nadziewanego kozim serem i oliwkami. Za kozim serem nie przepadam, zwłaszcza w tej formie, ale dressing był naprawdę fantastyczny. Skórka cytrynowa i oliwa cudownie się komponują. Jak mogłam do tej pory nie uznawać tego połączenia?!

Kolejna potrawa - zupa z soczewicy - początkowo nie wzbudziła we mnie entuzjazmu. Próbowałam przygotować ją kilka razy w czasach moich wegetariańskich eksperymentów. Nie wspominam tych prób najlepiej, dlatego z ciekawością czekałam na wynik tego eksperymentu. Biała gorczyca podsmażona na oliwie, z dodatkiem garam masali, warzyw, sporej ilości czosnku i pomidorów z puszki zdziałały cuda. Chyba jednak polubię soczewicę! :) 

W międzyczasie zajęliśmy się ciastem. Niestety ten element warsztatów był pracą wspólną. Niestety, bo jakoś tak wyszło, że cały proces przygotowywania ciasta przegadałam o... winie z resztą silnej grupy warsztatowej (pozdrawiam Was, dziewczyny!). Kiedy zaczyna się temat wina, łatwo przegapić całą resztę, prawda? ;) 

Wiem tylko, że podstawą ciasta była kasza kukurydziana, a na koniec nasączaliśmy je obficie sokiem z pomarańczy zagotowanym z miodem, cynamonem, anyżem i kardamonem. 

Na sam koniec zostały bakłażany zapiekane z ragout pomidorowym, mozarellą i parmezanem. A jako dodatek - paszteciki z ciasta francuskiego, nadziewanego paseczkami kurczaka, cebulą i natką pietruszki. Wszystko razem dość tłuste, niebywale kaloryczne, ale tak przepyszne... 

Zresztą - sami zobaczcie zdjęcia, a ja postaram się wydobyć od organizatorów pełne przepisy. 


IMG_9342 copy
Paskudy!
IMG_9350 copyIMG_9360 copyIMG_9363 copyIMG_9370 copyIMG_9356 copy

IMG_9375 copy
Krewetki tygrysie czekają na smażenie w oliwie z czosnkiem, papryczką i tymiankiem. 
IMG_9377 copy
Kurt próbuje, poprawia, doradza... 
IMG_9385 copyIMG_9367 copyIMG_9391 copy
IMG_9386 copy
IMG_9353 copy
IMG_9398 copy
Przepis to podstawa - nawet Kurt trzyma się receptur!
IMG_9407 copyIMG_9413 copyIMG_9402 copy
Jest radość? Jest! Czyli sobota udana! :) 
IMG_9417 copyIMG_9426 copy
IMG_9447 copyIMG_9451 copyIMG_9432 copyIMG_9463 copy
Im więcej sera tym lepiej - nie skąpiłyśmy ani mozarelli, ani parmezanu... ;) 
IMG_9488 copy
IMG_9517 copy
IMG_9490 copy
IMG_9516 copy
IMG_9482 copyIMG_9485 copyIMG_9497 copyIMG_9472 copyIMG_9436 copy
IMG_9484 copy
Czyż nie jest piękne? 
IMG_9498 copy
IMG_9526 copy
IMG_9510 copy

Komentarze

comments powered by Disqus

Blog

  • Coś nowego!

    Opowiem Wam historię. Będzie długa i bardzo osobista, ale naprawdę chcę byście ją poznali.  Otóż. Moja mama to niezwykła...

    Ostatnie komentarze