Przepis na udane małżeństwo, czyli jak nie utłuc męża a przy okazji dobrze zjeść

Dodano: 2014-01-26 00:00:00

“Kochany pamiętniczku! Bardzo kocham mojego mężczyznę. Ale czasami cieszę się, że natura dała mi tylko 160 centymetrów wzrostu - bo gdybym miała więcej siły, ubiłabym dziada na miejscu”. Tak mógłby zaczynać się dzisiejszy wpis. Na szczęście od paru miesięcy jestem szczęśliwą mężatką. Bardzo szczęśliwą. Bardzo bardzo. Jednak nawet bardzo-bardzo szczęśliwe małżeństwa miewają ciężkie chwile.


Ciężkie chwile mojego bardzo-bardzo szczęśliwego małżeństwa przychodzą na przykład wtedy, kiedy mąż wyjmuje z szafki paterę na tort twierdząc, że zajmuje tam ona zbyt wiele miejsca (WTF?!) a następnie stawia ją na środku kuchennego stołu. TAK PO PROSTU. KURWA NA ŚRODKU. Następnie widząc, że - lekko już poirytowana, zmęczona i chora - żona chowa ją z powrotem na miejsce aby przygotować obiad, rozpoczyna serię pełnych pretensji złośliwości. Tak. W takich momentach chciałoby się chwycić patelnię, wziąć szeroki zamach i…

...przygotować jednak ten obiad. Bo szczęściem prawdziwym jest, że główna bohaterka dzisiejszej notki, ta oto zgnębiona i stłamszona młoda żona, w kuchni odnajduje ukojenie nerwów i świętą równowagę. Kiedy zatem głupota i lekkomyślność samczego rodu sięga zenitu, nie twróżmy się, siostry! Chwyćmy dziarsko patelnie, garnki, łyżki i cedzaki!

Taki dzisiejszy przykład. Wracamy niedzielnym wieczorem od mojej mamusi. Pan małżonek podczas wizyty palnął kilka karygodnych wręcz zdań pod adresem swojej połowicy. Przeczuwając wielkość popełnionego błędu i proporcjonalny do niej rozmiar narastającego focha, rozsądnie milczy. Połowica również milczy. Jednak nie z powodu focha, o nie! Chwilowy foch ustąpił miejsca błogim rozmyślaniom nad... bukietem przypraw do projektowanej właśnie kolacji. I sama nie wie, co cieszy ją bardziej - skruszona postawa jeszcze niedawno tak butnego Pana i Władcy? Czy też może wizja tarty francuskiej z kurczakiem, cebulą, serami pleśniowymi i natką pietruszki, którą przygotuje zaraz po powrocie? A może mina winowajcy na widok świeżo wyjętego z piekarnika rozkosznego przysmaku? Trudny wybór.

Tak więc same widzicie, drogie siostry - czymże jest dawno już zapomniane samcze przewinienie wobec tylu rysujących się w tej sytuacji wspaniałości? Niczym, powiadam wam - niczym wielkim.

Niebezpodstawnie wyznaję przekonanie, że punktem wyjścia i czynnikiem wspomagającym radzenie sobie z problemami jest dobre jedzenie. Wychodzę z założenia, że nikt jeszcze nie rozwiązał żadnego konfliktu z pustym brzuchem. No bo zobaczcie: wszelkie narady wojenne zawsze odbywały się przy obfitym jadle. Wszystkie zebrania, spotkania, komisje - czyż mogłyby działać z pustymi brzuchami? Głód nie sprzyja relacjom międzyludzkim. Co innego parujące, pełne pachnących smakowitości talerze. I porozmawiać można, i posiedzieć w milczeniu - przerywanym jedynie pełnymi aprobaty mlaśnięciami i cmoknięciami. A kiedy dodamy do tego czerwone wino… Wino rozwiąże te problemy, których nie rozwiązało jedzenie.

A zatem drogie panie! Zamiast udowadniać swojemu chłopakowi/narzeczonemu/konkubentowi/mężowi czy komu tam jeszcze, jak bardzo się myli, przekierujcie energię życiową na inne, bardziej sensowne działania.
  • Idźcie do kuchni.
  • Przygotujcie coś dobrego, co da Wam dużo radości. Oczywiście o ile lubicie gotować, w przeciwnym razie znienawidzona czynność może obrócić się i przeciwko Wam, i przeciwko wszystkim przestawicielom rodu męskiego.
  • Rozkoszujcie się procesem. Wąchajcie, mieszajcie, tłuczcie, ubijajcie, wałkujcie. Smakujcie chwilę.
  • Zanieście przebrzydłemu winowajcy efekt swoich działań.
  • Obserwujcie rosnące poczucie winy wymieszane z uwielbieniem.
  • Nalejcie wino. Uśmiechnijcie się do przebrzydłego.
  • Przystąpcie do konsumpcji. Zajmijcie się sobą i bawcie dobrze!

P.S.: Wybaczcie liczne figury retoryczne. Notka powstała w wyniku głębokiego namysłu nad relacjami damsko-męskimi, w oczekiwaniu na zrumienienie francuskiej tarty. I doskonale zdaję sobie sprawę, jak bardzo popłynęłam w moim pseudo-feministycznym filozofowaniu ;)

P.S. 2: Tak, sytuacja z paterą naprawdę miała miejsce.

P.S. 3: Nie, nigdy nie zamierzałam utłuc mojego męża.

P.S. 4: Przepis na rzeczoną tartę francuską obiecuję dostarczyć Wam jutro.

Komentarze

comments powered by Disqus

Blog

  • Coś nowego!

    Opowiem Wam historię. Będzie długa i bardzo osobista, ale naprawdę chcę byście ją poznali.  Otóż. Moja mama to niezwykła...

    Ostatnie komentarze