Kompot wiśniowy na zimę

Dodano: 2013-07-19 00:00:00

Całą zimę marzyłam o kompocie z wiśni - takim domowym, maminym. W zeszłym roku przegapiłam wiśniowy sezon; w efekcie już od jesieni obiecywałam sobie nie popełnić tego błędu po raz drugi. Dlatego dziś od rana nasze mieszkanie pachnie wiśniami. Przytachałam z pobliskiego bazarku (czy wspominałam już, jak bardzo kocham osiedlowe bazarki?) kilka kilogramów dojrzałych, soczystych kuleczek. Umyłam, wydrylowałam (nie odwrotnie, bo tracimy cenny sok!), zasypałam cukrem, odstawiłam na godzinę a następnie wlałam dużo wody i zagotowałam. 
Na kilogram wiśni trzeba liczyć ok. 1 szklanki cukru. Co najmniej, chyba że lubimy kwaśne. Ja nie lubię więc słodzę absurdalnymi ilościami, nie zważając na medialną propagandę "białej śmierci" ;)
 
Zagotowany kompot rozlałam do wyparzonych słoików: najpierw owoce (pół słoika), potem płyn. Po 20-minutowej pasteryzacji wyjęłam słoiki z garnka, postawiłam do góry nogami na noc. Z trzech kilo owoców wyszło mi 13 półlitrowych słoików + kompot w dzbanku na jutro. Jeszcze ze dwie takie serie i będziemy gotowi na nadejście zimy! ;) 

IMG_3405
 

Komentarze

comments powered by Disqus

Blog

  • Coś nowego!

    Opowiem Wam historię. Będzie długa i bardzo osobista, ale naprawdę chcę byście ją poznali.  Otóż. Moja mama to niezwykła...

    Ostatnie komentarze