Transylwania - inne oblicze Rumunii

Dodano: 2014-12-20 00:00:00

Materiał z Rumunii celowo podzielilam na dwie części. W połowie pobytu zdecydowaliśmy się na spontaniczny wypad do Transylwanii przez Wołoszczyznę. I dobrze - po Bukareszcie, góry i łąki centralnej części kraju były jak łyk świeżego powietrza po wyjściu z zadymionego, przepełnionego ludźmi i hałasem baru. Kompletnie inny świat.

W dwie doby pokonaliśmy prawie 1000 kilometrów, zwiedzając po drodze najważniejsze - naszym zdaniem - miejsca. Zaczęliśmy od Sibiu (Sybin), bo tam mieliśmy odstawić rumuńskich przyjaciół. Potem było kilka pomniejszym wiosek i wieczorem główny cel - Sighisoara, przepiękne miasteczko z kolorową starówką. Tam spędziliśmy noc i poranek by ruszyć w dalszą drogę - Braszów i Bran, górskie łąki i serpentyny szos. Do Bukaresztu wróciliśmy przed północą. 

Ale od początku. Zaczęło się niewinnie - a może by tak gdzieś na weekend skoczyć. Bukareszt nie zachwycił - złapał za serce w pierwszych godzinach, ale po kilku dniach zaczęłam się w nim dusić. Stolica Rumunii nie stała się moim ulubionym miastem na mapie Europy. Więc weekend. Do wyboru południowy wschod, Constanta i Morze Czarne, lub Wołoszczyzna i Transylwania. Pora roku i prognozy pogody, a także moje galopujące przeziębienie przeważyły - jedziemy w góry. Lepsze plenery, lepszy klimat (Drakula! ;) i więcej do zwiedzania. 

Jak wypożyczyć samochód bez karty kredytowej? 

W tym miejscu, żeby nie było zbyt łatwo, pojawił się pierwszy problem - rezerwacja samochodu. Oczywiście internetowa i oczywiście za pośrednictwem Vola.ro - rumuńskiej filii Fru.pl, z którym blisko współpracujemy. Szkoda tylko, że żadna z rumuńskich wypożyczalni samochodów nie akceptuje kart debetowych - a my, jako zagorzali przeciwnicy kredytów, do tej pory na kredytową się nie zdecydowaliśmy. Czwartkowy wieczór, wyprawę planujemy rozpocząć w sobotę o świcie, dostępność samochodów maleje jakby z chwili na chwilę. Działy obsługi klienta w zasadzie już nie pracują, wysyłam więc maile - jeden, drugi, dziesiąty. Wtem - może 10 minut od wysłania - telefon. Oddzwania jednak z bukaresztańskich wypożyczalni. Mają dla nas samochód, na dodatek w rozsądnej cenie! Pojawia się sakramentalne pytanie o kartę kredytową, moja odpowiedź, bezradność po drugiej stronie słuchawki, obietnica skonsultowania sprawy z przełożonym, koniec rozmowy. Zrezygnowana dzwonię do męża (który, mimo późnej pory, nadal w biurze z zespołem projektowym), odwołujemy akcję, nie dojedziemy do Sibiu, koniec tematu. Odkładam ajfona, po chwili - ponownie dzwonek. Oddzwania wypożyczalnia. Zielone światło od przełożonych, dadzą nam auto na debetówkę! Oczywiście pod warunkiem wyższego depozytu; zamiast 10 euro zapłacimy 50 (zwrotne!), plus dodatkowe ubezpieczenie (około 3 euro/doba). Nie ma problemu, bierzemy! 
Jaki z tego wniosek? Już chciałam rezygnować - przekonana, że wymagania podane na stronie rezerwacji są wiążące. Okazuje się jednak, że wystarczy chwila rozmowy (no, w sumie nie taka chwila - po wszystkich wieczornych konwersacjach z bukaresztańskim customer service miałam wrażenie, ze mój angielski nabrał rumuńskiego akcentu...), kilka euro więcej i odrobina dobrej woli ze strony wypożyczalni, by sfinalizować sprawę z happy endem. 
Wypożyczenie auta (ford focus, więc wersja ekonomiczna - ale bez dramatu) na 48 godzin kosztowało nas ok. 200 euro z ubezpieczeniem i benzyną, plus 50 euro zwrotnej kaucji (blokowanej na karcie do momentu odstawienia auta). Co do samego auta - pracownik wypożyczalni za dodatkową opłatą (rzędu 20 lei, czyli ok. 20 złotych) podstawił je nam z lotniska Otopeni pod sam hotel w centrum, a potem w niedzielną noc odebrał spod hotelu. Z całego serca polecam więc Klasswagen - gdyby nie oni, nie oglądalibyście tych wszystkich pięknych widoków. Wszystkich kilkuset - dzisiejszy wpis będzie długi jak nigdy. Rozpisałam się, a i zdjęcia zrobiły swoje. Ale koniecznie chcę Wam pokazać to piękniejsze oblicze Rumunii, spróbujcie więc doczytać do końca! 

IMG_6433IMG_6412

Pierwsze zetknięcie z Transylwanią. Mamy szczęście, pogoda dopisała!

IMG_6473IMG_6462


Do rzeczy - ruszamy w drogę!

Sobota, 6 rano. Noc jeszcze ciemna i zimna. Budzimy się w Bukareszcie gotowi, by poznać drugie oblicze Rumunii. Po drodze zabieramy jeszcze przyjaciół - Angie i Maria wracają do rodzinnego Sibiu na weekend. W kilka chwil wydostajemy się z miasta na autostradę. Po drodze dostajemy komplet informacji o miejscach, które zamierzamy zobaczyć - adresy restauracji, hoteli, ciekawostki i anegdoty. W Rumunii akurat trwa przygotowanie do wyborów prezydenckich, mamy więc okazję porozmawiać o aktualnych sprawach gnębiących region. Wypytujemy o historię i społeczno-kulturowe tło rumuńskiej codzienności. Nie ukrywam, że szczególnie interesuje mnie opinia naszych znajomych o Ceaușescu. Słońce Karpat, rumuński demon, fanatyczny dyktator stracony w 1989 roku - burzył za czasów swoich rządów, mąci w narodzie również i teraz. Wśród rumuńskiej starszyzny wciąż można - gdzieniegdzie - zauważyć znaki ślepego uwielbienia, a jego grób, choć zaniedbany, często zdobią świeże kwiaty. 
Więc rozmawiamy o Ceaușescu, poznajemy Rumunię, jej absurdy, bolączki, porażki i sukcesy. Cztery godziny podróży mijają jak kwadrans, wjeżdżamy w góry. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze ne szybkie śniadanie i pogadankę o rumuńskich serach (postaram się napisać o tym szerzej w wolnej chwili, bo to temat rzeka!) i karmimy małego kotka. Psów nie karmimy, psy są wszędzie i stanowią zagrożenie.
Przy okazji uczymy się rumuńskich przekleństw, które okazują się niesamowicie barwne, poetyckie wręcz. Zaskakująco wiele z nich odnosi się do: krewnych, zwłok i seksu. A najlepiej wszystkiego na raz jak w uroczej frazie "futu-ți morții mă-tii" ("pieprzyć martwe ciała krewnych twojej matki"). I tak wesoło mija nam ta podróż.

IMG_6362IMG_6346
Mały rumuński kotek <3
Całe mleko nam zeżarł! IMG_6358IMG_6383
Najlepszy mic (grillowane mięso, trochę jak cevapi) w całej Transylwanii znajdziecie w Dealu Negru.IMG_2218IMG_6380
Bezpańskie psy, czekające na ochłap mięsa. Są tu wszędzie, względnie spokojne - ale historie o ludziach rozszarpanych na kawałki nakazują zachować bezpieczny dystans. Nie karmić, nie głaskać, unikać. IMG_6378IMG_6386IMG_6395IMG_6446

Transylwania; Sibiu - miasto pierwsze

W Dealu Negru (Czarne Wzgórze) zatrzymujemy się na najlepszy (tak mówi Maria i chyba ma rację) mic - grillowane mięso, nieco podobne do cevapi. Psy czekają na swoją porcję, pchają się do samochodu, ledwie dają odjechać. Uciekamy. 
W porze obiadu docieramy do Sibiu, żegnamy się z towarzyszami i zaczynamy samotną część wyprawy. Miasto jest przepiękne - pełne wąskich, krętych uliczek, cudownej architektury - te kolory, mury, dachówki, latarnie! Wspinamy się na wieżę ratuszową i podziwiamy panoramę. Robi się chłodno, ruszamy więc na poszukiwanie Pardon Cafe - knajpy, którą polecała Maria. Nie jesteśmy głodni, zamawiamy herbatę z cytryną i miodem (tutaj wszędzie, w każdej knajpie zamiast cukru podają miód, piękny zwyczaj!) i domowe lody z owocami. Restauracja jest przepiękna, zastawiona antykami. Kiedy zbieramy się już do wyjścia dopada nas (dosłownie!) właściciel. Koniecznie chce pokazać nam pozostałe pomieszczenia a kiedy dowiaduje się, że przyjechaliśmy z Polski upiera się, że musi dla nas ugotować. Nie mamy czasu, chcemy dojechać do Sigishoary przed zachodem słońca - robimy więc tylko obchód po restauracji, która okazuje się jeszcze ładniejsza niż mogłam się spodziewać. Z bólem serca i otwartym zaproszeniem na obiad "w przyszłości" opuszczamy Pardon i Sibiu. 

IMG_6551IMG_6528IMG_6482IMG_6604IMG_6608IMG_6610IMG_6618IMG_6677IMG_6681IMG_6678IMG_6714IMG_6679IMG_6712IMG_6737IMG_6741
Pardon Cafe - magiczne miejsce!IMG_6748IMG_6745IMG_6744IMG_6747IMG_6746IMG_6750

Transylwania; Sighisoara - miasto drugie

Po drodze mijamy orszak ślubny, prowadzony przez orkiestrę. Robią strasznie dużo hałasu i blokują pół jezdni. Stajemy na poboczu by przez chwilę im się poprzyglądać. Do Sighisoary dojeżdżamy już po zmroku; znajdujemy hotel, zostawiamy bagaże i ruszamy na podbój miasta. A przede wszystkim - restauracji, bo zdążyliśmy już zgłodnieć. Wierni sugestiom Marii kierujemy się tym razem do Casa Cositurarului. Knajpa jest urokliwa, pełna ludzi ale znajdujemy wolny stolik. Zamawiamy danie dnia, którym okazuje się być ciorba de vacuta (rumuńska gęsta zupa z mięsem i warzywami, podawana z kwaśną śmietaną i ostrymi marynowanymi papryczkami) i kurczak duszony w warzywach z mamałygą. Podczas posiłku dołącza do nas kot - najwyraźniej maskotka restauracji. 
Najedzeni idziemy zwiedzać - jest dopiero 19:00, choć już dawno zrobiło się ciemno. 
Sighisoara - miasto, w którym miał urodzić się i mieszkać legendarny Drakula, po zmroku pobudza wyobraźnię. Mroczne zaułki, brukowane uliczki, klimatyczne latarnie i migotliwe cienie. 
Nazajutrz wstajemy skoro świt (a świta tu w listopadzie koło 7:30) i oglądamy zupełnie inne oblicze miasteczka - niezwykle barwne, pocztówkowe, śliczne. W sympatycznej kawiarni zamawiamy kawę i lokalne ciasta z serem i śliwkami. O 10 ruszamy w dalszą drogę. 


IMG_6767IMG_6769IMG_6779IMG_6780IMG_6792IMG_6800IMG_6797
Miasto udekorowane jest dyniowo, stracjowo, hallowenowo - nasza wycieczka wypadła wszak 31 października. Idealny czas na odwiedziny u Drakuli! ;) IMG_6808
Gęsta, pożywna ciorba de vacuta z papryczkąIMG_6809IMG_6827IMG_6846IMG_6842IMG_6856IMG_6863IMG_6861IMG_6870IMG_6891IMG_6882IMG_6896IMG_6914IMG_6916IMG_6908IMG_6930IMG_6970IMG_6959IMG_6933IMG_6975IMG_6968IMG_6972IMG_7001IMG_6999IMG_6995IMG_6993IMG_7010IMG_7007IMG_7031IMG_7077IMG_7086IMG_7090IMG_7104IMG_7044

Transylwania; Brasov - miasto trzecie

Trasa jest kręta, wiedzie przez góry. Bardzo chcieliśmy pojechać szosą transfogaraską, jednak o tej porze roku jest już zamknięta z uwagi na zły stan dróg, możliwe lawiny i podtopienia. Po drodze utwierdzam się w przekonaniu co do rumuńskiego stylu jazdy. Wyprzedzanie na trzeciego na górskim zakręcie, nocna jazda bez świateł (chyba z oszczędności...), całkowite ignorowanie syngalizacji (również na skrzyżowaniu trzypasmówki w centrum Bukaresztu) - Rumuni najwyraźniej mają własną, odmienna od reszty Europy interpretację prawa drogowego. 
Braszów jest piękny. To ósme co do wielkości miasto Rumunii, założone w XIII wieku przez Krzyżaków. Najważniejsze punkty na trasie zwiedzania to ratusz i plac przy nim, kościół, cerkiew świętego Mikołaja, wzgórze Tampa i kolejka linowa, prawosławna cerkiew pw. Zaśnięcia Bogurodzicy i Czarny Kościół (rum. Biserica Neagră). Obiad warto zjeść w restauracji Sergiana (ale w weekend koniecznie zarezerwujcie wcześniej stolik). 

IMG_7135IMG_7137IMG_7141IMG_7169IMG_7168IMG_7125IMG_7126IMG_7129IMG_7188IMG_7142IMG_7193IMG_7208IMG_7203IMG_7213IMG_7214IMG_7253IMG_7276IMG_7285IMG_7277IMG_7287IMG_7305IMG_7314IMG_7310IMG_7307IMG_7320IMG_7325IMG_7315

Transylwania; Bran - miasto czwarte 

Około 14:00 zbieramy się w dalszą drogę. Ostatni punkt na naszej trasie to Bran. Znajduje się tam "zamek Drakuli". Użyłam cudzysłowu, ponieważ jest to jedynie bujda dla turystów. Faktyczny zamek postaci, która posłużyła za pierwowzór legendarnego i literackiego hrabiego znajduje się w Poenari, jednak nie mamy już czasu by tam jechać. 
Więc Bran. Kupujemy bilety i wspinamy się pod górę, by zwiedzić przykład transylwańskiego budownictwa obronnego. Zamek jest ładny, choć spodziewałam się czegoś więcej. Chwilę włóczymy się po okolicy, kupujemy kawę i ruszamy dalej, by przed północą dotrzeć do stolicy. 

IMG_7329IMG_7338IMG_7344
IMG_7345IMG_7342IMG_7340IMG_7343IMG_7352IMG_7353IMG_7349IMG_7356IMG_7357IMG_7348IMG_7359IMG_7370IMG_7366IMG_7363IMG_7418IMG_7410IMG_7424

Komentarze

comments powered by Disqus

Blog

  • Coś nowego!

    Opowiem Wam historię. Będzie długa i bardzo osobista, ale naprawdę chcę byście ją poznali.  Otóż. Moja mama to niezwykła...

    Ostatnie komentarze