Zupa serowa

Dodano: 2014-05-22 00:00:00

Ten przepis jest tak prosty, tak banalny, tak prymitywny, że aż mi trochę wstyd go Wam pokazywać. Ale obiecałam na Facebooku, a poza tym... to naprawdę jest tak dobre, że muszę, po prostu muszę się podzielić! A Wy, kiedy już spróbujecie, na pewno się ze mną zgodzicie.

Przy okazji ciekawe spostrzeżenie: chciałam znaleźć inny, lepszy, bardziej profesjonalny przepis na tę zupę. Taki bardziej zaawansowany, a nie że "zagotuj mleko, rozpuść ser". Większość wyników podpowiedzianych przez googla opierało się na... serkach topionych. Nie chcę krytykować (choć w sumie pewnie domyślacie się, co o tym myślę), ale serio ktoś to je?! 
No ale ok, lepszego nie znalazłam, sertopki odpadają więc opieram się na tym prywatnym, prymitywnym, najprostszym. 

Bo pierwszy raz ugotowałam tę zupę kilkanaście lat temu. Pisałam Wam już, że kiedyś byłam wegetarianką? Jako nastolatka - chyba jeszcze w gimnazjum - podjęłam decyzję o rezygnacji z mięsa i trzymałam się jej konsekwentnie przez ładnych parę lat. Rodzice patrzyli na moje dziwactwa przez palce, z jednym "ale" - miałam sama przygotowywać i planować zbilansowane posiłki. Kombinowałam więc z pasztetami sojowymi, kotletami z ciecierzycy, całymi tygodniami żywiłam się resztkami mniej lub bardziej udanych eksperymentów. W zasadzie tak zaczęła się moja przygoda z gotowaniem :) 
Pamiętam dobrze książkę kucharską dla wegetarian, z której czerpałam najwięcej inspiracji. Była zielona, niezbyt obszerna i przeczytałam w niej kiedyś, że wylizywanie aluminiowego wieczka po jogurcie to skrajna głupota i nieodpowiedzialność, bo kwasy jogurtowe reagują z aluminium, tworząc toksyczne związki (nie pomogło, wylizuję do dziś).

Ale do rzeczy. Przepis na zupę serową dostałam od innego wegetarianina. Była sycąca, kaloryczna, prosta w przygotowaniu i niedroga. Ideał pod warunkiem, że ktoś inny zmywa - doczyszczenie garnka po przypalonym serze (zawsze się przypala, zawsze!) to totalna masakra. 


IMG_6695

Potrzebujemy: 
  • 400 g (można więcej!) ulubionego, twardego sera żółtego (u mnie gouda)
  • 0,75 litra mleka
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 3 łyżki masła
  • 2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • sól, pieprz
  • pieczywo na grzanki
Ser ścieramy na drobnych oczkach tarki. W garnku przygotowujemy zasmażkę: roztapiamy masło, dodajemy mąkę i podsmażamy, dokładnie mieszając. Po 3-4 minutach zalewamy mlekiem, dodajemy gałkę muszkatołową i doprowadzamy do wrzenia. 
Teraz dodajemy ser i czekamy ok. 10 minut, aż się rozpuści, cały czas dokładnie mieszając od spodu (i tak przywrze i się przypali, ale chcemy zminimalizować straty). 
Kiedy zupa uzyska jednolitą, gładką, lekko ciągnącą konsystencję, dodajemy sól i pieprz do smaku. 
Podajemy ze świeżą bagietką lub grzankami pszennymi. 

IMG_6708IMG_6697

Jeszcze małe post sriptum, na marginesie wegetarianizmu. Mój ulubiony Zuch Rysuje właśnie dzisiaj trafił w klimat. Enjoy! 

filmik-3

Komentarze

comments powered by Disqus

Blog

  • Coś nowego!

    Opowiem Wam historię. Będzie długa i bardzo osobista, ale naprawdę chcę byście ją poznali.  Otóż. Moja mama to niezwykła...

    Ostatnie komentarze